sobota, 24 października 2009

spacerek

nie mogłam wyjść z mojej pieczary , ale wreszcie zmusiłam moje oporne ciało do przyobleczenia się w jakieś ciepłe lecz przewiewne ciuchy, na cebulkę
już na parkowej ścieżce wyczuwałam przez botki dywan z buczynowych orzechów, ścieżka była stroma i dywan obsuwał się przy każdym kroku
ogarnął mnie chichotek i mrucząc coś sama do siebie mijałam zaskoczone istoty, ale wydawało mi się, że nie jestem sama
ktoś szeptał mi do ucha jakieś dziecinne wyliczanki :) zapomniałam okularów , widziałam rozmazane twarze ludzi, wszyscy podobni do siebie, ale zapamiętałam zgiętą we dwoje babinkę , podpierała się laską i też coś sobie mruczała pod nosem, laskę co pewien czas podnosiła do góry i pokazywała liście, dotykała szyszek,

podążyłam jej śladem i fociłam , później zamieniłyśmy kilka słów na temat uroków jesieni





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

pisz, na co czekasz