Jedz- yeees ! wręcz ,zażeram się ( preferuję polską kuchnię ) ziemniakami, makaronem, ziemniaczanymi pyzami z sosem grzybowym, schabowy z kapustą, bigos, zawiesiste sosy ,zupy, kurczak duszony, względnie pieczony, na masełku , sadzone jaja ,na bekonie smażone . zagryzam nutellą ( brzmi obco ) i waflami w czekoladzie, na przemian z kiszoną kapustą i buraczkami . oczywiste, wszystko odpowiednio doprawione, ulubionymi dodatkami.
precz z owocami morza, algowymi galaretkami, suszi, śmierdzącymi trzewiami barana lub innych egzotycznych stworków.
wykluczam również; wielorybi penis i jęzory aligatorów.
nadmiar kalorii nie odkładam na zadku, ani też na innych częściach ciała. jedynie powiększam mózg ,usprawniam jego pracę . on pozwala mi na błyskawiczne zgłębianie wiedzy. osiągam tytuł profesora, baa geniusza. władam wszystkimi językami świata. zdobytą wiedzą wykorzystuję , do zwalczania wszelkich chorób .zbawiam ludzkość, naszą planetę i nie ukrywajmy cały wszechświat :)
niestrawioną materię ,wydalam w postaci..złota :) z tego utrzymuję siebie ( bez luksusów ). resztę oddaję najbardziej potrzebującym.
aaaaa...zapomniałam jak nazywa się ta aktorka , która grała Nianię i ta ruda z "M, jak M". znak - jest źle . pół nocy główkowałam , leciałam po wszystkich literach alfabetu i wreszcie nad ranem zajarzyłam .obie panie odzyskały personalia.
kupiłam ,preparaty lecytynowe i krzyżówki .
Módl się- żarliwie modlę się ,poza świątynią. wieczorem łączę się wirtualnie, bardziej telepatycznie, ze starcem o siwych długich włosach , w białej długiej i obszernej koszuli. rozmawiamy chwilę, o życiu. pytam, czy nie gniewa się ,za moją nieobecność w świątyni.
ON uśmiechając się ,stwierdza - sam jestem tym uwielbieniem zmęczony ( ? ). opowiadam , jak minął dzień. na moje problemy ,ma jedną odpowiedź :
-im bardziej będziesz cierpieć w życiu doczesnym ,tym bardziej będziesz szczęśliwa po śmierci. zbawiona i radosna ,po drugiej stronie tęczy. tak zakręcona obietnicą ,podbudowana ,objęta jego czułym ramieniem , ze wspartą głową ,o jego bark ,zasypiam (nawet przed 22 - gą godz. ) .kiedy nocą zrywam się ,z sercem kołaczącym pod gardłem ,wołam GO ,po imieniu. długo nie przychodzi, ma tylu podopiecznych .kiedy powraca , w milczeniu obejmuje mnie ramieniem i kołysze .zasypiam, jak niemowlę ,w matczynych ramionach. właśnie ...matczynych, nigdy nie pojawia się ONA., zapewne , utula innych.
jogę wykluczam .nie pomaga, wręcz przeciwnie, nosi mnie ,dygocę , a bruzda na czole pogłębia swój szlak.znak- za wcześnie na pobyt w aśramie i na osobistego guru. osiągnięcie stanu turija w najbliższym czasie wykluczone.
- Ty który jesteś -powtarzam . medytuję ,miedzy dźwiganiem odkurzacza, a wyrywaniem chwastów z ogrodu . między obieraniem warzyw na obiad , a zmywaniem naczyń. może raczej medytuję w trakcie wspomnianych czynności . trans - tańcuję :) ( mieszam powietrze, zazwyczaj górnymi kończynami ) w rytm muzyki orientu czasami rege .
na skraju rozpaczy, po wylaniu łez, w ciszy łazienki ,leżąc już w pozycji embrionalnej ,odganiam smutek i przygnębienie.w wyobraźni tańczę kankana ,flamenco , stepuję , wystukuję rytm kastanietami.
w środkach masowej komunikacji ,z mp3 -jką wsłuchuję się , w wprowadzające mnie w trans, głosy chóru Gregorian. odpływam od chamskich odzywek i zaczepek ,współpodróżujących oraz od wszechobecnego brzdęku, żeby nie rzec pierdzenia komórek. jakiś koleś załatwia ,drugiemu kolesiowi ,telefonicznie -publicznie ,ruchanko ( jego określenie ) z niejaką Samanti . większość kobiet odczuwa potrzebę ,zastosowania prawego sierpowego, na nosie alfonsa . nawet starszy pan, zwraca uwagę łysolowi, ale on ma to w d... i traktuje dziadka, z główki. na szczęście nie trafia w czoło staruszka . boleśnie nadziewa się "kapustą "na stelaż autobusowej konstrukcji. publika odczuwa nieukrywaną ulgę.
na ulicy zdejmuję słuchawkę, muszę być zwarta i gotowa ,na zderzenie ,ze światem i czyhającymi niebezpieczeństwami .bezmózgowymi kierowcami ,tudzież przed własną brawurą, w jaką mogą mnie wpędzić dźwięki ulubionej muzyki.
muszę trwać na domowym posterunku .
Kochaj - kocham tych, którzy mnie kochają. zaledwie dwie ,a może aż dwie osoby. jestem szczęściarą. choćby inni odwrócili się ode mnie, ci wszyscy, którzy mianują się moimi przyjaciółmi, to oni pozostaną i będą mnie wspierać.możemy kłócić się, gniewać i potępiać, aby gdzieś na końcu, po wielkiej burzy ,odnaleźć wzajemne oddanie.
lubię kilkadziesiąt ( miliony ? ) gatunków roślin ,zwierząt ,kilka osób, które ponoć też mnie lubią. dziś lubisz, jutro okazuje się, że to był błąd . ulokowałam swoje sympatie ,tam , gdzie nie powinnam.
kochaj namiętnie mężczyznę, uprawiaj z nim seks , rozmnażaj się :) może i pokochałabym, ale nie mam na oku żadnego, którego chciałabym pokochać. może wynika to z niedocenienia samej siebie , strachem przed fiaskiem takiego zakochania. kiedy zapominam o sobie i żyję dla niego. czyste szaleństwo. gorzej z seksem, mogę dużo o nim opowiadać, ryczeć i mało mleka dawać :) burza hormonów już dawno minęła i nawet elektrololek nie kręci ,nie mówiąc już o innym berle, najbardziej przeraża ten, w kształcie odciętego fallusa..brrrr .
jednym słowem - bezseks , bez żalu .rok celibatu, okraszony fantastycznymi podróżami, to jest poświęcenie, śmiechu warte.
mogłabym odbyć podróż dookoła świata . nie ,w 90 dni nie, to tempo ,zabijające wszelkie podróżnicze przyjemności .
nawet zaliczyć podróż w kosmosie. niestety, nie jestem aż tak odważna.
spotkanie z "demonami" też wymaga odwagi.
taaak, ale bohaterka powieści, jak zwykle dużo młodsza [ chyba jestem najstarszą kobietą na świecie :) ], więc nie ma tak znamiennego porównania . pewne aspekty życia i bycia kimś dla kogoś i odwrotnie ,są już nie do odzyskania .
jestem przy 90 koraliku powieści ,więc może jeszcze zdążę pojeść, wymodlić się i pokochać za wszystkie czasy.
Mam nadzieję, że książka jest o wiele lepsza niż film nakręcony na jej podstawie, który to mocno mnie rozczarował. Na dodatek zeźliła mnie koszmarnie Julia Roberts (normalnie bardzo ją lubię), bo była taka nijaka... jak nie ona.
OdpowiedzUsuńWięc liczę, że książka jest o wiele, wiele lepsza.
pozdrawiam :)
film ? nie widziałam. powieść, tak dostarcza wiele przemyśleń , które są mi teraz bardzo potrzebne. wskazanie właściwej drogi, spośród wielu do wyboru . na pewno ,nie zawsze zgadzam się z autorką ,w pewnych kwestiach, a ona zdaje sobie z tego sprawę. można by tę powieść streścić do 300 stron :) jednak warto przeczytać :)
Usuńpozdrawiam :)
Aaa, w końcu wczoraj był Międzynarodowy Dzień Książki ;-)
OdpowiedzUsuńJa zamiast czytać, zaczęłam pisać.. Niestety nei mam w swoim dorobku tak fascynujących przygód jak bohaterka "J-M-K"
wszystko przed Tobą ,ale skoro tak ciekawie piszesz ,nie mając tylu przygód, to pisarska przyszłość przed tobą ,stoi otworem światowego formatu :)
OdpowiedzUsuńpewien bardzo wpływowy redaktor ( w średnim wieku )poczytnej i prestiżowej polskiej gazety też nie czyta powieści. stwierdził, że on już w swoim życiu dosyć przeczytał i teraz jego kolej na pisanie i pozyskiwanie czytelników.
pozdrowionka :)
Zakończyłaś ? Ja podeszłam do książki z entuzjazmem ale zakończyłam raczej ze znudzeniem. Czytało się ciężko (ślimaczo) i raczej nie wciągało, toteż dumna jestem, że wytrwałam dzielnie do końca. Teraz mam drugą część "Masz przyjaciela" i boję się czy to nie będzie kolejna strata czasu. Póki co jednak kończę "Całując Ul". JC nieustannie mnie zachwyca - połykam jego książki :)
OdpowiedzUsuńoczywiście zakończyłam :) trochę było dłużyzny, ale ogólnie warta była przeczytania.
OdpowiedzUsuń